środa, 16 maja 2012
Po kontroli u ortopedy - Krzycho może już chodzić. A to oznacza odpoczynek dla mojego kręgosłupa. To cieszy :D Na razie powoli, ostrożnie, bez skoków i biegania, leki na razie utrzymujemy, kontrol kolejna za tydzień. Idzie ku dobremu co cieszy. A wczoraj sobie (choć w zasadzie to chyba dziecku...chociaż nie...sobie - bo kupowałam tak, coby mi pasowała pod kolor sypialni) kupiłam szmatki do łóżeczka :D No musiałam sobie kupić coś, żeby mi dobrze grało w sypialni bo na te wszystkie słodkie misie patysie, koniki, księżyce, żyrafki itp - to serio...mam odruch wymiotny jak na toto patrzę... a jak pomyślałam, że coś takiego ma być w mojej sypialni w łóżeczku dziecka (dobra wiem, że to przejściowo, wyrośnie z łóżeczka wszak szybko), to aż mi pod gardło podeszło. Jednak to moja sypialnia, co prawda tymczasowo dziecko też będzie tu spało - ale tylko tymczasowo...i w związku z tym, że jest to moja sypialnia to musi wyglądać jakoś bardziej ludzko niż z pościelą w jakieś kretyńskie misiaczki. Czyli kupiłam sobie/dziecku ochraniacz i przybornik taki, w paski. Sypialnie mam w brązach - i ładnie to będzie się komponować.
Update:
I z newsów bo mi się przypomniało - wczoraj wyrwałam Krzyśkowi górną mleczną jedynkę. Wygląda jak moczymorda spod budki z piwem...polewamy z mężem na osobności mówiąc na niego per "żulik" :D Niech mu ten ząb szybko wyrośnie, bo na własne dziecko patrzyć nie mogę....a Kuba zgubił mleczną czwórkę parę dni temu jedząc...arbuza...ROTFL :D
wtorek, 15 maja 2012
Padam na pysk... To dopiero trzeci dzień "plackowania" Krzycha na kanapie - a mi wszystko wysiada. Jeszcze latanie i przynoszenie mu żarcia to luzik....ale WC... no szkoda gadać. Tak czy srak muszę zdjąć mu nogi z łóżka, przenieść na pudło - bo wozimy go do klopa na takim wielkim pudle na zabawki co ma kółka i sznurek do ciągania (nie wspomnę jak zajebiście zryliśmy już mój odpicowany parkiet... no curwa comments), zaciągnąc do kibla, postawić na nogi w kiblu i z powrotem to samo tyle, że w odwrotnej kolejności. Mój kręgosłup i macica mówią - stara wyluzuj. Przemawiam im do rozsądku, że to jeszcze tylko parę dni... Jutro wieziemy go na kontrolę do ortopedy... Krzycho ze stoickim spokojem znosi leżenie i ogłupiony jest już dokumentnie bajkami z DVD - trudno, wyzdrowieje to się przytnie telewizor i tyle. A i jeszcze w łóżku z nami śpi...ja pierdykam - łóżko wielkie mamy - ale ja, mój brzuch, Krzych i mąż to zdecydowanie za dużo osób na 1 łóżko. Dziś dostanie wykopa na podłogę - zniesie mu się materac i tak będzie spał bo dziś rano na czworakach zwlekałam się z łóżka. Niech jutro te lekarz będzie łaskawy i pozwoli chociaż samemu do kibla mu powoli się przemieszczać, bo jak moja szyjka wytrzyma ten tydzień i nie skróci się to normalnie cud nad Wisłą będzie. A jakoś nie uśmiecha mi się oglądanie patologii ciąży z pozycji leżącej.... I jeszcze na koniec pamiątkowe foto - 27 tydzień ciąży i mój ogromny już brzuch...który dawno już wyprzedził cycki...
niedziela, 13 maja 2012
Bardzo chaotyczny raport to będzie...dzieje się u nas...aż za dużo :( Najpierw byłam u stomatologa wyrwać mleczną piątkę, co mi jeszcze w gębie pierdyliard razy łatana siedzi, bo jakaś gula na dziąśle nad nią bolesna się zrobiła. Po rtg okazało się, że wyłazi mi stały ząb...w tym wieku... a ponoć zawiązka stałego zęba tam nie było...szkoda gadać. Boli. Byliśmy u nowego pediatry pulmonologa. Lekarz porządny, ponad 40 minut samego wywiadu od razu zmienił Krzyśkowi wszystkie leki wziewne i już po 3 dniach poprawa. Bardzo się ciesze. NA USG lekarz wykrył zwiększenie tej jakiejś mazi w stawie biodrowym i.....zapalenie stawu biodrowego. :( Potem czekali godzinę na wynik krwi i RTG...lekarz powiedział, że jak wyniki będą złe - zostaje w szpitalu. Godzina grozy i nerwówki dla mnie....
niedziela, 06 maja 2012
I znów 100 lat nie zaglądałam na bloga... ale tak prawdę mówiąc to nie bardzo mam o czym pisać... Dni lecą jeden za drugim, jakoś tak ciężko zmotywować się do napisania choćby paru słów o tym co u mnie...bo co? No nic się nie dzieje, szkoła, długi weekend, od jutra znów szkoła... Nudziarstwo jednym słowem. Blogowy marazm mnie znów dopadł....
niedziela, 08 kwietnia 2012
Jak wszystkim wiadomo my świąt nie obchodzimy, ale jakieś tam symboliczne potrawy typu sernik czy uwielbiana przez męża i robiona przeze mnie od wielkiego dzwonu sałatka jarzynowa na stole staną. Jest cholera 7 rano...ja siedzę w kuchni, klepię na Grzybie*, w garnku stukają gotujące się jaja, cały dom (no dobra za wyjątkiem Krzycha bo on wstaje o 6 i pod kocem w salonie ogląda bajki zwykle) śpi....a ja??? A ja kurde felek nie śpię od...5... I czemu ja tak nie śpię? Bez sensu, co nie? No ja wiem....ale moje najmłodsze dziecko 3 miesiące z hakiem przed wykluciem się na świat postanowiło przygotowywać mnie psychicznie do wczesnego wstawania - pewnie na karmienie o porąbanej porze...i budzi mnie...i spać nie daje... kopie, wierzga, puka stuka...a ja serio - naprawdę staram się jeszcze spać...ale ono nie daje za wygraną i solidny prawy (lub lewy) kop w mój pęcherz moczowy budzi mnie skutecznie. Skoro teraz tak, to potem co...wcale nie będę spała?
* Grzyb - to mój laptop bardzo, bardzo leciwy, który wiele już w swoim życiu przeszedł, odkupiony z firmy męża za niebagatelną i porażającą kwotę 100 złotych polskich. Jest to laptopik uratowany z rąk oprawców którzy chcieli go zezłomować, wyrzucić, skrzywdzić w jakiś straszny sposób - aby służyć mi jako "komunikator ze światem", gdy mąż przypnie mnie na krótkim łańcuchu w kuchni przy garach ;)
************************ Po południu byliśmy na spacerze i widzieliśmy jak kobieta trenowała z psem ani chybi do jakiś pokazów, bo pies różne cuda wyczyniał....chłopcy byli zafascynowani... Wieczór, kuchnia, razem z mężem się krzątamy szykując kolację, dzieci się pałętają pod nogami....nagle Kuba rzuca: fajnie byłoby mieć psa co nie? Mąż: a co Ty byś z tym psem robił? Kuba: trenowałbym go! Szkoda, że kotów nie można tak wytrenować... Ja: Kuba ja miałam psa...bo się uparłam i rodzice mi kupili.... uwierz mi nie chcesz mieć psa. Kuba: Czemu? Ja: Bo jeśli myślisz, że po roku czy dwóch, zamiast ciebie to ja będę z psem wychodziła na spacery bladym świtem i ciemną nocą to jesteś w grubym błędzie. Ja już się swoje w życiu z psem na spacery nalatałam i dziękuję postoję obok. Mąż grobowym tonem: w tym domu psa nie będzie! Kuba: a jak zmienimy dom i kupimy domek na wsi... to może pies stróżujący? Mąż: sam będę stróżował z dubeltówką, chcesz psa...to dorośnij, wprowadź się z domu i sobie kup. Kuba: jesteście bezlitośni!
;)
środa, 04 kwietnia 2012
sobota, 31 marca 2012
Bejbe nie pokazało co ma między nóżkami. A poza tym wszystko super!!!! AC – obwód brzucha – 146,6 mm
Jestem szczęśliwa i spokojna.
I moja najnowsza fotka.... trochę ekshibicjonistyczna...ale uważam, że piękna...(i w dupie mam jak się komuś nie podoba, mi się podoba i tyle wystarczy) Zawsze marzyłam o takich zdjęciach.... a że nigdy w poprzednich ciążach jakoś nie było okazji, teraz zamierzam sobie "odbić" :)
czwartek, 29 marca 2012
Jak każdy statystyczny, grzeczny i ułożony obywatel płacę rachunki terminowo. No dobra czasem zdarzają mi się lekkie poślizgi, bo jak ktoś wystawia rachunki płatne do 5-tego a ja dostaję kasę 10-tego - to sorry pomidorry ale zadłużać się nie zamierzam. Płacę więc jak dostanę wypłatę - grzecznie razem z naliczonymi groszami odsetek za zwłokę. Płacę grzecznie za prąd, gaz, mieszkanie, telefon i takie tam. Nie płacę tylko i wyłącznie tego zasranego abonamenty RTV. Telewizor owszem i mam, ale oglądamy na nim tylko bajki z DVD i filmy z DVD lub seriale z kompa. I serio nie uważam, że mam płacić jakąś kurwa pańszczyznę naszemu państwu tylko za to, że mnie stać na kupno telewizora - w dupę niech mnie głęboko i namiętnie pocałują. Z języczkiem. Nie oglądam telewizji jako takiej, nie wiem co się na świecie dzieje, o wszystkim dowiaduję się z grubym opóźnieniem z netu albo jak teściowa zadzwoni i nas poinformuje, że p. byłą jakaś katastrofa kolejowa przedwczoraj a mój mąż ma jechać na jakąś konferencję jutro...pociągiem i że są jakieś opóźnienia. Nie wiem co się na świecie dzieje i dobrze mi z tym, a to co mnie interesuje to mam na fejsie i tyle. Ale do rzeczy... Otóż dostałam wczoraj wyrównanie za rachunek za prąd. I serio nie wiem czy jestem jakąś wyjątkową debilką ale zupełnie nie kminię o co biega za każdym razem, dokładnie co pół roku z tymi wyrównaniami za prąd (za gaz też swoją drogą). Otóż tak: Co miesiąc płacę stałą, zaprognozowaną kwotę za prąd ok. 205 zł. I płacę grzecznie. Potem przychodzi Pan, robi odczyt liczników, czekam chwilę i dostaję....wyrównanie, a na nim: Ze byłą NADPŁATA - znaczy jeśli dobrze kminie - zaprognozowano mi za wysoko i się zrobiła nadpłata bo nie wykorzystałam prądu zgodnie z ich prognozami. I kolejny rachunek w następnym miesiącu mam do zapłaty w wysokości 46 zł z groszami. No w pytę jednym słowem - zawsze wolałam płacić mniej niż więcej. Chyba każdy to lubi. Ale! Kolejne zaprognozowane 6 miesięcy mam...KWOTĘ WYŻSZĄ od tej co płaciłam do tej pory bo 220 zł z groszami. I niech mi ktoś wyjaśni gdzie tu kurwa jest sens? Bo serio.... nie ogarniam tego...
I odbiegając od moich rachunkowych frustracji zapodaję zgodnie z obietnicą najnowszą fotkę mojego fantastycznego, błękitnookiego Krzysiaka - specjalnie dla whywomen :)
Fotka zrobiona w sobotę - wybraliśmy się na lekki spacerek na Maciejową...na żurek. Jak co roku sezon łażenia po górach zaczynamy tradycyjnie od żurku na Maciejowej :) Miało być lajtowo, przyjemnie. Spodziewaliśmy się trochę błota...ale śniegu to się nie spodziewaliśmy....wcale, ale to wcale. Ale i tak było fantastycznie! Ciężko momentami było wspinać się po lodzie pod górę - ale daliśmy radę - to była super sobotnia wycieczka. Tego mi właśnie brakowało, oderwania się od miasta, od rzeczywistości, tylko my, las, cisza....bosko! Szkoda tylko, że Kuba z nami nie pojechał bo się pochorował i został z dziadkami. I parę fotek: Mały fotograf ;)
Kto oglądał Władcę Pierścieni? Na pewno wszyscy - wszak to lektura obowiązkowa (zarówno książka jak i film). Kojarzycie tę scenę jak Drużyna Pierścienia przedziera się przez góry, po śniegu, wszyscy grzęzną w śniegu prawie po pas, a Legolas idzie po śniegu? No to proszę...Krzyś jako hobbit a ja w roli Legolasa ;)
Of course jak na każdej wycieczce w góry był z nami Krzysia miś o imieniu MIŚ KRZYŚ. Miś Krzyś chodzi i jeździ z nami wszędzie i w każdym okolicznościach ma fotkę. Teraz kupiliśmy w Bacówce pędzel do smarowania olejem chleba z super napisem "Maciejowa"... Więc... Miś Krzyś i pędzel z Maciejowej ;)
No i na koniec moja ulubiona fotka z sobotniej wyprawy:
środa, 28 marca 2012
Dłuższy czas zastanawiałam się czy na tym blogu pokazywać fotki mojej rodziny? W sumie dlaczego nie? Nie mam nic do ukrycia, nawet jak Znajomy Królika tu zabłądzi to przecież nie szkaluję mojego otoczenia, nie wypisuję bzdur wyssanych z palca...nie mam się więc czego wstydzić, nie mam czego chować i ukrywać się tylko za słowami... Więc od czasu do czasu zarzucę fotką - bo taką odczuwam ochotę i tyle. A na początek autorka bloga...rosnąca w okolicach brzucha...czyli Kung Fu Panda w całej okazałości ;) Trochę blady i nieumalowany - ale wzrok skupiamy na brzuchu, a nie twarzy ;)
Malec w brzuchu fika radośnie i kopie coraz boleśniej - cudowne uczucie! Powoli szaleję z wyprawką i sprawia mi to ogromną frajdę :) W piątek mam USG genetyczne...wierzę, że wszystko będzie OK i usłyszę od lekarza, że dziecko jest zdrowe jak rybka. A może uda się płeć podejrzeć?
niedziela, 18 marca 2012
|
Zakładki:
1 czyli: Tutaj też piszę....
2 czyli: przy kawie
3 czyli: przy herbacie
4: czyli inspiracje
5 czyli: ważne
6 czyli: przydasie
![]() ![]()
|